
Co się dzieje!Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z otwarcia cyklu pucharów Pucharu Polski Jachtów Kabinowych oraz Pucharu Katamaranów w naszej galerii.
Autorem zdjęć jest Sławomir Bocian (www.slaw.pl)
A oto ciekawa relacja Jarka Cieślaka, prosto z pokładu omegi standard - "Piotruś Pan" (POL 200):
„Relacja "Puchar Charzyków" z pokładu Piotrusia Pana”
Mimo że odpuściliśmy Regaty Lodołamaczy w Olsztynie to sezon rozpoczynamy wcześnie bo już 1 maja. Sentyment jakim darzę Charzykowy, patrz relację „Potyczki z Nyssanem”, powodował że postanowiłem zawitad do kolebki Polskiego Żeglarstwa. Walory edukacyjne przekazywałem „Don Pedro” pod obeliskiem Ottona Weilanda . Ale zanim do tego doszło czekała nas nocna wyprawa z „Miasta Świętej Wieży” …… Wyruszyliśmy zgodnie z planem o 24.00 mając przed sobą 400 kilometrową trasę zakładając średnią prędkośd na trasie 50 km/h zakładamy że dojedziemy na 8.00. Ponieważ w Zawiadomieniu o Regatach start przewidziano na 11.15 jeśli wygonią nas na akwen przy Funce to ½ godziny płynięcia plus panika przy wodowaniu to na wodę musimy schodzid 10.30. Mamy bezpieczny margines na postawienie łódki, zakwaterowanie i śniadanie. Dzielnie kierując „Multiplą” nawijam kilometry na licznik aż do Inowrocławia. Pusta droga bez TIR-ów powoduje że wyprzedzamy plan podróży. W Inowrocławiu „Miś” siada za sterem naszego „bolidu” a ja planuję złapad kilka chwil snu. Niestety nasze plany niweczy najbardziej dziurawe miasto w kraju, nieopodal Torunia nad rzeką Brdą. Nici ze snu. Odgłosy pracy zawieszenia powodują że przed oczami widzę ogromny magazyn części samochodowych i siebie zagubionego między regałami z wózkiem na zakupy i listą : wachacz, tulejka , koocówka drążka …… Na szczęście dobijamy wreszcie do Chojnic i chwilę później do Charzyków. Piękny port i promenada nad jeziorem wzbudzają naszą zazdrość. Tak powinno to wyglądać . W porcie widzimy dużo katamaranów i kabinówek , ale są i omegi . Stawiamy „okręt” i idziemy się zakwaterować.
Szybko i bardzo sympatycznie obsłużeni jesteśmy także w Biurze Regat. Jeszcze tylko śniadanko i na wodę…… Otwarcie sezonu zgodnie z etykietą bandera , hymn fajnie że traktują to na poważnie i pielęgnują tradycje. A mają przecież co pielęgnowad. Niestety dla nas okazuje się że wyszła jakaś obsuwa i start odroczono. Smętnie snujemy się po porcie ze sceny przygrywa Orkiestra Dęta a nam oczy kleją się jak gdyby były wysmarowane „Epidianem”. Okazuje się że w „TIR”-ach są tylko dwie łódki. My i debiutanci , młode chłopaki z Zalewu Rożnowskiego którzy zakupili dawny postrach tras Mateusza Franciszkowskiego czyli „Matyjaska” . Sędzia Główny sam dyrektor PPJK-i Jarek Bazylko pociesza nas że do startu już niedługo ale …oficjele i takie tam….. trudno. Wkładamy zapałki pod powieki i czekamy analizując trasę po trapezie z metą w pełnym. Gdy wypłynęliśmy już na szerokie wody koło Funki okazuje się że wieje fajnie ale ….zimno. Jesteśmy w III grupie startowej razem z Ż 500 . przed nami katamarany w dwóch grupach a po nas „hotelarze”. Wydaje się że korzystniejszy jest start na lewym spod boji ale na chwilę przed startem wiatr siada i przychodzi „odkrętka” postanawiamy wystartowad spod statku. Idzie nieźle do momentu gdy zdycha do flauty. Ponieważ daleko pod brzegiem widad szkwał jedziemy „ogromną bronę” w tamtą stronę . Niestety wiatr oddaje co zabrał i nasza przewaga staje się stratą. Walczymy oczywiście ze sportami które na pełnych stawiają „Dyfuzory” i…… Ci co potrafią odjeżdżają a inni walczą z nami i z „Dyfuzorami”. Kolejne wyścigi układają się podobnie startujemy na lewym spod boji przyjmując defiladę lub łamiąc się na prawy hals i walcząc treningowo ze sportami. Na pełnych doganiają nas Ż500 i….. właśnie . Nie wiem komu „Admirał” odstąpił „Corsa” ale….. „Kudłaty” mało nie przeciął „Corsa” na pół będąc na prawym a oburzenie jest i na nas że płyniemy na motyla prawym halsem i nie zamierzamy ustąpid „lewemu genakerowemu”……. Zdziwienie i oburzenie załogi „Corsa” ogromne jest nawet po wyścigach. Powrót na holu za „Wisky” – na przyjaciół z omegi można liczyd zawsze. My bez problemu hm….”wygrywamy” z „Szał Ciał” a w sportach prowadzi „Jerzyna Dolny” przed „Szynkiem” i „Michałami” z Chodzieży. Dużą progresję widad u Tomka Micewicza który w czasie wyścigów kooczy budowę nowej łódki. Bolid od Roberta Kresło ma ciekawą konstrukcję a nam najbardziej podoba się kokpit z zaimportowanymi z 470-tek rozwiązaniami prowadzenia szotów.
Po zweryfikowaniu wyników podpuszczamy jeszcze chłopaków z „AndzEli” ze nie zdążyli na protesty co wywołuje u nich wzmożone paniką poszukiwania sędziego. Z wieczornych atrakcji nie pamiętamy zbyt wiele bo najedzeni i napici padamy w objęcia „Morfeusza” . Tylko „Miś” do 2.00 ładuje telefon , a że akumulatory ciężkie to wraca w asyście „Mufinków”. „Mufinki” z resztą budzą współczucie rankiem gdy nie dają rezultatów poszukiwania głównodowodzącego okrętem. Na szczęście tuż przed niedzielnymi wyścigami zguba się znajduje i ruszają do boju. My pewni hm… „wygranej” odpuszczamy niedzielne wyścigi . Michał Strumik posiadał z rana prognozę pogody która mówiła że będzie wiało lub nie z N lub S lub W lub E. Składamy okręt dokonujemy z „Przeorem Górskim” przeglądu pokrowca na pokład i podziwiamy rolkarzy w ogromnej ilości poruszających się po promenadzie. Niestety nie udało się rozegrad żadnych wyścigów w niedzielę i towarzystwo szybko pakuje się na przyczepy. Dłłłłłłłłłlllllugie oczekiwanie na zakoończenie – o dziwo zgodne z planem i na wesoło. „Miś” dostał kosz wędlin, ktoś zestaw „Warki” klika lodówek samochodowych i hit nad hity dla „Kudłatego” zestaw ramek. Powrót przy dźwiękach radiowej „Trójki” i „Polskiego topu wszechczasów” . Impreza mimo wszystko dla nas sympatyczna mimo ze nie poparta sukcesem sportowym.
Jarosław Cieślak „Piotruś Pan”
Zobacz również:
Organizatorzy serdecznie dziękują sponsorom, bez których impreza nie mogła by zostać zorganizowana.
Zdjęcia (22,716 kB)
Wyniki PPJK (164 kB)
Wyniki PK (23 kB)
Relacja Jacka Olubińskiego (189 kB)
Jeszcze kilka zdjęć - fot. Maciej Lunitz (8,100 kB)